godzina 11:40
dzwoni monsz, wzdycha, ja nic prawie nie mowie. w koncu ja “ok, nie chce mi sie z toba gadac. szczesliwego nowego roku.” trzask.
godzina 12 z groszami
“sluchaj, chcialem cie przeprosic za to, ze cie tak traktowalem i wogole. przyjmiesz przeprosiny? chcialem zebys wiedziala.” “ok. wiem. wystarczy?” “ale przemyslalem wszystko…” “pa.” “pa”
czy ja musze plakac?
taka jestem rozpieprzona teraz. co on se mysli. zadzwoni i przeprosi a ja spakuje kojote i polece jak na skrzydlach? a co z moimi uczuciami. podeptal wszystko co mu kiedys dalam. liczyla sie tylko jego kasa.
nie wiem co robic. moglabym sobie znalezc fajnego faceta bez problemu. widze spojzenia rzucane mi na ulicy. nie zebym byla jakas pieknoscia filmowa, ale ludzie lubia ze mna byc.
ja nie chce odgrzewac. CO mam odgrzewac wogole. te wszystkie upokorzenia. te slowa sa dalej, nie znikna.