jak chudo jest zbyt chudo?
i popatrzyla krytycznie w lustro…
w weekend sie spieklam nad baltykiem. wcale niechcacy, bo uciekalam przed tluszcza. niemniej. sloneczko i tak zrobilo swoje, hej:)
i mam muszelke. tak jak chcialam. i troche plazy se przywiozlam. w zakladkach spodni;)
i tylko w te poniedziaki po jego wyjezdzie na nadmorze tak cholernie megagiga mi smutno…
bo tylko echo sie odbija od scian i nawet kulerzanki co wyciagana na ryyynek nie pomagaja.
smutno mi i samo tak tu
to ja sie tu shizowalam, ze najlepsze z calego urlopu byly buty kupione w gdyni, bo firmy irregular choice ukochanej i ze sie z faktu tego ciesz-cieszylam wrecz nie przywoicie, no… a tu mam telefon dzis z rana.
mezszyzna dzwoni.
przed osma:)
wiec stanelam na bacznosc a on mnie, po wstepnej gadce szmatce, znienacka o numer obuwia zapytuje. ja “a co?” (no co inteligentna jestem, nie?). “a bo jade do gdyni, to bym ci znowu jakie butki kupil. skoro mam dobry gust.”
i w tym momencie postanowilam pojsc pieszo do lourdes zeby mnie chlop nie uciekl, bo gdzie ja takiego drugiego znajde??
kiedy tak sobie mysle o tych dniach kiedy ryczalam po nocach ze nic mi sie nie uklada i probowalam polepic moje malzenstwo to az nie moge uwierzyc w to co sie teraz dzieje…
wkrotce lece do szwajcarii i anglii na 6 tygodni na szkolenia… w pracy mam swietna atmosfere… wogole jakby jest.
ok
jakby:)
spotkalam sie w piatek z moim ex-menszem a on mi dzis pisze ze sie rozstal ze swoja nowa baba…
aaaa
ale juz nie popalam, nie?
cypr w tzw trakcie sie mocno zmieni po zaserwowaniu tzw towarzystwu jajeczka nieswierzego… tak wiec 3 dni zygalismy jak koty.
to znaczy tak – w niedziele odsypialismy pochlanie tequilowe a na wieczor cukinke w jajeczku opanierowalam. nie musze wspominac ze najwiecej cukini zjadlam ja, nie? ale co tam – nie straszne zyganko jak facet sie caluje w noge i recznik mokry przynosi na glowe. bo facet byl chory dzien pozniej – czyz nie praktyczne to?
no i imie dla kota wymyslilismy i wogole:) fajnie bylo
a potem – open’er i coco rosie:) i sopot z knajpa francuska i z hipopotamem gdzie najlepsze krewetki jedlismy ech