mam dola
i nie wiem czemu
ha…
a wczoraj wieczorem stwierdzilam ze anglicy pija tak samo jak polacy:) i ze jest bardzo bardzo fajnie wychodzic z teamem gdzie 90% to faceci:)
hmmm jesli widze z okna tamize, to chyba to londyn, nie?
bajka sie toczy dalej…
w firmie wyglada jak w jakims filmie o banku – dywany, szybkie windy, lusta i marmur:) a najlepsza jest stolowka. weszlam i zemdlalam. po czym powstalam i se kawe z mlekiem w starbucksie pobralam. a potem poszlismy tam znowu na obiad… tak se stoimy, ja obchodze stoly z jedzeniem. i sie nie moge zdecydowac ‘pasta, nie – sushi!, nie – cos chinsku!… a moze (olsnienie) – salatka?… hmm’ w koncu kolega glodny jak wilk, mowi ‘wiesz, paru tu padlo z glodu bo sie nie moglo zdecydowac’
wczoraj poszlam jesc i zachcialo mi sie malzy. wynosza talez, czekam na malze a tu nagle wybiega wlascicielka i mowi ‘pani nie zje tych malzy! kucharz wlasnie otworzyl skrzynke i sa one nie dobre!’
to ja na to ze ok, zjem salatke jakas czy cos tam… a ona ‘to dostanie pani darmowy deser’. ja mowie ze nie, dziekuje, salatka mi starczy. pani poszla a kolega pracowy ’nie wolno ci odmawiac. jak daja ci deser to masz go brac’. no i dostalam najslodszy w swiecie creme brulee, normalnie zuzyli z osiemnascie kilo cukru na jeden deserek:) plus byl on DUZY:) tak wiec nadal jestem zaslodzona…
wyjezdzasz do zurychu gdzie ci hotel daja:) tam wanne masz. wanne napelniasz woda. w wannie bedac zjadasz oliwki i ser i chleb i popijasz bialym winem:)
zycie.
moje.
aaaaa